Fragment mojego dziennika z młodości i wojny – Nidal Hamad

Było też kilku towarzyszy z obozów Szatila, Sabra, Burj al-Barajneh i Ain al-Hilweh, którzy walczyli ze izraelskim agresorem i spróbowali pomoc i chronić bezbronną ludność w obozach przed masakra.

Wśród nich jest mój przyjaciel, późniejszy męczennik, Muhammad Hussein – jeden z historycznych dowódców polowych z obozu Shatila, który, gdy zginął w samym sercu oblężenia obozu.

Pamiętam, że Muhammad Hussein zaraz po moim wyjściu ze szpitala American University Hospital w Bejrucie, w lutym 1983 roku, razem z jego bratem nieśli mnie i mój wózek inwalidzki, Jego brat także zginął męczeńską śmiercią w czasie oblężenia obozu.

Weszliśmy po schodach do prywatnego pokoju w domu rodzinnym, w obozie Shatila. W tym pokoju obejrzeliśmy razem film wideo o masakrze i wojnie w Libanie. W filmie pojawiłem się na łóżku, w szpitalu Gaza, w obozie Shatila.

Najwyraźniej zostałam sam, bo pielęgniarze i pielęgniarki albo zginęli albo uciekli. I tak byłem nieprzytomny przez kilka dni, lecz co jakiś czas cos mówiłem lub szeptałem.

Było to po operacji ratującej mi życie, przeprowadzonej przez brytyjską lekarką pochodzenia malezyjskiego dr Swi Chai Ing i jej asystentkę, amerykańską pielęgniarkę i Żydówke, Eileen Siegel.

Ona podczas masakry była pielęgniarką i wolontariuszką w szpitalu w Gazie. W trzecim dniu masakrę Eileen Siegel i Dr. Swi Chai Ing, poprosiły Czerwony Krzyż, aby przeniesiono mnie ze szpitala Gaza w inne bezpieczne miejsce.

Przenieśli mnie ze szpitala w obozie najpierw do wojskowej kliniki palestyńskiej Lahoot. Znajdowała się ona na ulicy Hamra w Bejrucie, ale tam mój stan pogorszył się po trzech dniach i miałem gangrenę, która doprowadziła do amputacji całej mojej nogi.

Jak przebywałem tam to z tego pamiętam. Tylko, że jeden z pielęgniarzy rozpoznał mnie. Był to Palestyńczyk, z mojej rodzinnej wioski Al-Safsaf w Galilei. I nasz sąsiad w obozie dla uchodźców palestyńskich Ain al-Hilweh, w Libanie.

W tym samym obozie oboje się urodziliśmy, i nadal tam mieszkają naszej rodziny, czekając od 1948 roku na powrót do swego domu w Galilei, w okupowanej Palestynie.

Kilka dni po masakrze mój wujek Abu Ismail Hamad wiedział, gdzie jestem, więc zaopiekował się mną razem z swoją rodziną. Nawiasem mówiąc, znalezienie mnie nie było łatwe, ale szukali mnie we wszystkich szpitalach i wśród setek zabitych i rannych. Potem rodzina mojego wuja Abu Ismaila opiekowała się mną przez wiele miesięcy.

Wreszcie znaleźli mnie tutaj w tym wojskowym centrum medycznym, które było w podziemnej piwnicy.

Dlaczego pod ziemią? Ano z obawy przed izraelskimi bombardowaniami. Bombardowali wszystko, co było pod niebem.

Izraelczycy nie rozróżniali szpitala wojskowego od cywilnego, bazy wojskowej od domów mieszkalnych.

Co ważne,

Z palestyńskiego Centrum Medycznego ( Lahoot) zostałem przeniesiony do Szpitala Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie, który znajduje się w pobliżu Lahootu.

Pielęgniarka Eileen Siegel, była działaczka na rzecz ludności Palestyny i antysyjonistka. Eileen nadal mnie odwiedzała i pewnego dnia zapytała mnie o adres i nazwisko mojej matki.

Były tam też dwie pielęgniarki. Jedna pochodziła z Norwegii, a druga ze Szwecji. Obie pracowały w Palestyńskim Czerwonym Półksiężycu w Libanie. To był zbieg okoliczności, że spotkałem je później w Oslo na konferencji palestyńskiej, 25 lat po masakrze w Shabra i Shatila, ale to już inna historia. Która opowiem później.

W tym czasie nie wiedziałem nic o mojej rodzinie i przyjaciołach, nawet o tym, co działo się w okupowanym Zachodnim Bejrucie.

Nie wiedziałem, że to dr Swi Chai Ing nalegała na operację ratującą mi życie. Mimo że w szpitalu podczas masakry zabrakło wszystkiego od prądu do wody. A Ja miałem szczęście i pozostałem przy życiu.

W filmie, który oglądałem w domu dwóch braci- męczenników Husajna w obozie Shatila, widziałem siebie samego. Leżałem nieprzytomny na białym łóżku, które było wyraźnie pokryte czerwonymi plamami krwi. Okno było szeroko otwarte i wiatr wiał w pokoju, a ja w gorączce mówiłem jakieś niezrozumiale słowa.

Od śmierci uratowali mnie także palestyńskie dziewczyny- bohaterki z naszych obozów.

Są to: Dunia Al-Kai, która wraz z siostrami Nerman Hamad i Zahira Al-Saadi pomagała mi i opiekowała się mną. Były też dziewczyny Nihad i Nadia Hamad. A także matka wszystkich palestyńskich i arabskich fedainów, nieżyjąca już ciocia Umm Ismail Hamad.

Pamiętam ich poświęcenie i bohaterstwo w tych bardzo trudnych godzinach masakry w obozach Sabra i Shatila. Porozmawiamy o tym w kolejnych odcinkach.

Po zakończeniu oglądanego przeze mnie filmu męczennik Muhammad Hussein przełączył kasetę wideo i obejrzeliśmy razem wspaniałą egipską komedię pt. (Szkoła rozrabiaków), Pamiętam, jak bardzo się śmiałem, i z tego powodu bolały mnie rany.

To był wspaniały dzień, mój przyjacielu Muhammadzie

Niech Allah zlituje się nad Tobą i Twoim bratem męczennikiem.

Najgorsze jest to, że wojna, która pochłonęła Muhammada jego brata, jego matkę i tysiące niewinnych Palestyńczyków, zniszczyła także obóz Shatila i dom rodziny Hussein.

Zniszczony został także film o szpitalu w Gazie, masakrze i wojnie w 1982 roku.

 15-9-2020
Fragment mojego dziennika z młodości i wojny
Nidal Hamad