42 kolana w jeden dzień – izraelscy snajperzy opowiadają o strzelaniu do protestujących

W piątek szóstego marca portal Haaretz opublikował reportaż na temat działań izraelskich snajperów przy granicy ze Strefą Gazy. Kilku z żołnierzy zgodziło się opowiedzieć swoje historie.

W piątek portal Haaretz zamieścił na swojej stronie reportaż na temat izraelskich snajperów i ich poczynań względem Palestyńczyków. Według dziennika, na pytania zdecydowało się odpowiedzieć sześciu z kilkudziesięciu zapytanych żołnierzy.

Masowe demonstracje na granicy Izraela i Strefy Gazy zaczęły się w marcu 2018 roku i były kontynuowane co tydzień. Podczas masowych protestów życie straciło 215 demonstrantów a 7996 zostało rannych. Mimo zabitych i rannych Palestyńczycy nie zaprzestali swoich zebrań.

Jeden z żołnierzy o imieniu Eden chwalił się, że podczas jednego dnia ustanowił swój rekord, 42 kolana. Ustanowił go w dniu, w którym Stany Zjednoczone ogłosiły przeniesienie swojej placówki dyplomatycznej do Jerozolimy.

„Tego dnia, nasza para miała największy wynik trafień, 42 w całości. Mój partner nie powinien strzelać, ale dałem mu przerwę w namierzaniu ponieważ zbliżaliśmy się do końca naszej zmiany, a on nie ustrzelił jeszcze żadnego kolana. Pod koniec każdy chce mieć poczucie, że coś zrobił, że nie był tylko na ćwiczeniu” – mówił. „Po kilku trafieniach, zasugerowałem żebyśmy się zamienili. Tego dnia odstrzelił około 28 kolan”.

Zobacz także: „To powolna śmierć”. Izrael zalewa uprawy w Strefie Gazy tuż przed zbiorami 

Inny snajper, który w artykule przedstawiany jest jako „Roy” wspomina swoje pierwsze trafienie. „Tego dnia byliśmy pod presją, ponieważ pojawił się dowódca batalionu i przypatrywał się działaniom” – wspomina. „To był Palestyńczyk, który był może w wieku dwudziestu lat, nie przestawał się ruszać. Miał różową koszulkę i szare spodnie. Dokładnie pamiętam, że bałem się czy trafię w jego nogę, ulżyło mi gdy strzeliłem prosto w kolano”.

Jeden ze snajperów mówił o tym kogo w tłumie wyszukują zespoły. Według niego mają być to osoby, które tworzą największe zamieszanie. „Głównym problemem są ludzie, którzy stoją z tyłu i wszystkim zarządzają. Na początku nie wydają się potrzebnym celem, ale dajemy im znać, że ich widzimy strzelając nad nimi lub obok nich. Ci którzy rozkazują nie są bezpośrednim zagrożeniem, strzelenie do niego to problem, ale nie strzelenie też” – opowiada. „Jeśli taka osoba zmęczy się aranżowaniem protestu i dołączy do tłumu jako pierwsza zostanie postrzelona, bo ona jest w tłumie najważniejsza”.

Zobacz także: Na granicy Egiptu i Strefy Gazy powstaje betonowy mur

Według byłego żołnierza nie strzela się do ludzi ze względu na to co robią, to nie ma nic wspólnego z emocjami. „To nie jest wojna, to tylko piątkowe popołudnie” – kończy.

Haaretz/Kresy.pl