Fadi powrócił do domu z dwoma nogami, jedną normalną, a drugą plastikową

Tekst Nidala Hamada

Po masakrze w obozie Sabra i Shatila (16-17 i 18-09-1982) wyjechałem na leczenie do Bolonii we Włoszech.
Dziecko Fadi było ze mną.
Samolot wystartował z lotniska W Bejrucie, ciepłego, słonecznego i wiosennego dnia, w marcu 1983 roku,
Wiózł około stu rannych libańskich pacjentów i dwóch Palestyńczyków, a mianowicie mnie i dziecko Fadi.
Obaj straciliśmy nogi w obozie Shatila z wyniku izraelskiego bombardowania.
Fadi miał nie więcej niż 10 lat, a jego matka, która martwiła się o niego, zaleciła, żebym się nim zaopiekował. Ponieważ będzie sam i bez rodzinę.
Kilka miesięcy temu palestyńscy bojownicy opuścili Bejrut. Zostawili bez ochrony i opieki palestyńska ludności w obozach w Libanie.
Matka małego Fadiego nie znała mnie, ani ja jej nie znałam, ale palestyńska solidarność i palestyńska krew nas połączyły.
Obecność mojej mamy na lotnisku w Bejrucie podczas mojego pożegnania spowodowała, że matka Fadiego poprosiła mnie o zaopiekowanie się jej małym, rannym dzieckiem.
Miałem 19 lat i widziałem w każdej palestyńskiej i libańskiej matce osobę, która straciła swoich bliskich. Widziałem w każdej matce osobę, która opłakuje bojownika i partyzanta.
We Włoszech opiekowałem się małym Fadim i traktowałem go jak młodszego brata, dopóki nie zakończył leczenia i powrócił do obozu Shatila z dwoma nogami, jedną normalną, a drugą plastikową, zresztą tak jak ja.
Od tamtego dnia, czyli 37 lat temu nie widziałem Fadiego, ani go nie spotkałem i nic o nim nie wiem, wiem tylko, że nadal żyje w obozie Shatila”.

Nidal Hamad

8 września 2020

link zdjecia z pobytu we Włoszych

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.149311709915768&type=3