Trump i Wenezuela:
Trump i Wenezuela: gdy zamach stanu i terroryzm przemawiają w imię „demokracji
Gdy Donald Trump przegrał wybory prezydenckie z Joe Bidenem, nie uznał ich wyników i otwarcie próbował dokonać zamachu stanu. Świat był świadkiem starć, aktów nieposłuszeństwa i bezprecedensowego szturmu na Kapitol Stanów Zjednoczonych przez jego zwolenników. Mimo to USA nie zostały uznane za państwo „pozbawione legitymacji”, nie nałożono na nie sankcji ani nie wyznaczono im „alternatywnego prezydenta” z zewnątrz. Właśnie tutaj ujawniają się podwójne standardy rządzące porządkiem międzynarodowym.
Trump nie jest jedynie byłym prezydentem, lecz modelem nieokiełznanego przywódcy, zachowującego się jak drapieżna bestia, która chce narzucać swoich ludzi w dowolnym kraju i przejmować bogactwa świata na własny rachunek oraz rachunek swojej grupy i korporacji. Czyni to pod hasłami „demokracji” i „praw człowieka”, choć jego polityczna historia jest całkowitym zaprzeczeniem tych wartości.
W Wenezueli społeczeństwo jest podzielone — to fakt — na zwolenników i przeciwników Maduro. Jednak sprowadzanie całego zła wyłącznie do osoby Maduro i jego władzy, odbieranie mu legitymacji oraz automatyczne podważanie wyników wyborów nie jest obiektywną analizą, lecz pełnym przyjęciem amerykańskiej narracji. Co więcej, proponowane „alternatywy” wcale nie muszą być lepsze — w wielu przypadkach są wręcz gorsze: postacie powiązane z Waszyngtonem, o syjonistycznych sympatiach i trumpowskiej orientacji, promowane międzynarodowo, nawet poprzez nagrody „pokojowe”, jako przygotowanie do wykorzystania ich w projektach dominacji.
Być może Maduro i jego obóz nie są najlepsi, ale z pewnością nie są najgorsi. Wenezuela stała się celem wielowymiarowej agresji: blokady gospodarczej, prób zamachów stanu, politycznego porwania oraz fabrykowania fałszywych oskarżeń wobec jej prezydenta — wyłącznie dlatego, że kraj ten posiada ogromne zasoby ropy naftowej, złota i minerałów, a także strategiczne położenie. Cena, jaką płaci Maduro, to cena jego jasnego stanowiska przeciwko imperialnej, kapitalistycznej, ekspansjonistycznej i agresywnej polityce Stanów Zjednoczonych oraz przeciwko okupacji i zbrodniom syjonistycznym w okupowanej Palestynie i w świecie arabskim.
Jeśli chodzi o Rosję i Chiny, nie można na nich polegać jako na zasadniczych sojusznikach. Kierują się one interesem, a nie zasadami. Widzieliśmy i doświadczyliśmy tego w Iraku, Libii i Syrii, a dziś potwierdza się to w Wenezueli. To nie są sojusze, lecz brudny polityczny biznes pomiędzy wielkimi mocarstwami, w którym państwa i narody są towarem negocjacyjnym.
Co gorsza, ten scenariusz może się powtórzyć gdziekolwiek indziej. Jutro możemy zobaczyć innego prezydenta porwanego, uwięzionego, z sfabrykowanymi zarzutami i sądzonego w państwie zbójeckim — pod hasłami prawa międzynarodowego, które ci sami aktorzy łamią każdego dnia.
Zbrodniarz wojenny nie może nieść sprawiedliwości — ani w Wenezueli, ani w żadnym innym miejscu na świecie. Ta sama osoba, która chciała przejąć Strefę Gazy, wysiedlić jej mieszkańców, zamienić ją w „Riwierę” i zagrabić jej zasoby gazu, jest tą samą, która szantażowała arabskie państwa naftowe podporządkowane Zachodowi, zmuszając je do płacenia haraczy w miliardach i bilionach dolarów. To także ta sama osoba, która dąży do przejęcia Grenlandii, rości sobie prawa do terytoriów w Kanadzie i Meksyku, grozi Kolumbii i jej prezydentowi, obejmuje ochroną Netanjahu i izraelskich zbrodniarzy wojennych oraz finansuje i zbroi Izrael, umożliwiając kontynuację ludobójstwa i agresji wobec Bliskiego Wschodu, jednocześnie depcząc prawo międzynarodowe i Organizację Narodów Zjednoczonych.
Na zakończenie: narody Ameryki Łacińskiej, podobnie jak naród palestyński, są narodami oporu. Nie godzą się na życie pod okupacją, terrorem i upokorzeniem. Wiedzą — na podstawie długiego historycznego doświadczenia — że administracje amerykańskie były i pozostają wrogie, od czasów ludobójstwa rdzennych mieszkańców tego kontynentu aż po dzień dzisiejszy.
4 stycznia 2026
Portal al-safsaf.com
Nidal Hamad

